Moi obserwatorzy

wtorek, 25 lipca 2017

Moje ostatnie odkrycie

No, może nie takie ostatnie, bo było to przeszło miesiąc temu, ale jakoś długo nie mogło doczekać się publikacji. W pewnym momencie zaczęło mi chodzić po głowie coś takiego:


Nie wytrzymałam i od razu musiałam spróbować. Bransoletki typu celebrytka są na topie już od jakiegoś czasu, ale początkowo je ignorowałam. Jednak jeśli coś bombarduje człowieka ze wszystkich stron, to w końcu trzeba ulec. Oczywiście nie tak po prostu.


Bo to jest moja wersja celebrytki, podobnie jak kiedyś pokazałam moją wersję bransoletki na gumce. Zamiast kawałka blaszki w centrum znajduje się malutki element chainmaille Romanov.


Pomysł okazał się trafiony na tyle, że pierwszej bransoletki nie zdążyłam nawet sfotografować. Szybko musiałam zrobić kilka duplikatów. A wygląda na to, że może być ich jeszcze więcej.
Ale póki co, były z jadeitami:


Z hematytami:


Z kryształem lodowym:


I innymi kamieniami (od góry to: lapis lazuli, prehnit, malachit, piasek pustyni, szmaragd nilu):


Były też w moim ulubionym zestawieniu: brąz + perła:


Niestety zdjęcia robiłam w pośpiechu, przy nie najlepszym oświetleniu, więc jakość nie powala, ale już ich dawno nie mam, więc nie powtórzę. Te w srebrnym kolorze to ogniwka z Bright aluminium, reszta stal chirurgiczna, a te w brązie - dodatki (łańcuszek i zapięcie) mają KC Gold.

Element Romanov jest malutki, wyplotłam go z ogniwek: WD = 0,8 mm, ID = 2,8 mm; kamyczek to 4 mm kulka. Nie pomierzyłam, ani nie poważyłam, ale przynajmniej mam zdjęcie z bliska:


A żeby nie było, że jak ten szewc... to ta jest moja:


Z turkusikiem 😀
Zastanawiam się, czy nie powinnam tego opatentować 😉.


A do kompletu takie mini kolczyki:


Naszyjnika jeszcze nie zrobiłam, ale jest w planach 😉.

wtorek, 18 lipca 2017

Dziewczyny lubią brąz...

Nie, nie jestem na wakacjach. Po prostu okazało się, że nie tylko mnie podoba się biżuteria z brązu i ostatnio prawie tylko z tego metalu plotę. Nie ma lekko, bo brąz jest twardy jak diabli, ale efekt zdecydowanie wart wysiłku.  W ogóle sporo ostatnio tworzę, tylko czasu już brakuje, żeby o tym napisać. Na szczęście staram się cyknąć zdjęcie każdej rzeczy, zanim opuści moją pracownię, więc prędzej czy później postaram się wszystko pokazać.
Dziś padło na kolczyki:


Prawie rok temu pokazałam ten naszyjnik. Trochę musiał poczekać, ale w końcu doczekał się i kolczyków.


Wczoraj udało mi się wrzucić zdjęcia na fb, a dzisiaj zapraszam na pełniejszą prezentację.


To bardzo podobne oponki, jak w naszyjniku, tylko zrobione z drobniejszych ogniwek: WD = 0,8 mm, ID = 4 mm AR = 5. Splot to oczywiście Full Persian połączony w kółko.


Układ jest odwrotny, to znaczy perełki umieściłam powyżej oponek.


Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ani ich nie zmierzyłam, ani nie zważyłam. Musi wystarczyć zdjęcie porównawcze, bo już wyfrunęły w świat.


Jak widać są nieznacznie mniejsze, jak w naszyjniku.
Niebawem postaram się pokazać kolejne brązowe prace, a póki co zmykam 😜.

piątek, 14 lipca 2017

Urodzinowy prezent

Nie, to nie były moje urodziny. To były urodziny Szuflady. W dodatku już siódme. Pod koniec maja Szuflada ogłosiła urodzinową rozdawajkę. Do wygrania było kilka paczuszek z różną zawartością. Ja jak zwykle nie mogłam się zdecydować, która z nich najbardziej mi się podoba, więc zdałam się na ślepy los i wyraziłam chęć przygarnięcia paczki niespodzianki. Niedawno ukazały się wyniki i okazało się, że zostałam wylosowana!
To trochę, jak prezent pod choinką - oczekiwałam prezentu, ale kompletnie nie miałam pojęcia, co w nim może się znajdować. Spodziewałam się raczej niewielkiej paczuszki, a tymczasem listonosz przyniósł mi całkiem pokaźną pakę. Byłam bardzo ciekawa, co też w niej się znajduje, a tam same skarby!
Kto mnie obserwuje na fb, ten już wie co było w środku. Tutaj napiszę trochę więcej na ten temat.
Oto zawartość mojej paczki niespodzianki:


A znalazłam tam:

książkę z inspiracjami - nie miałam czasu jeszcze dokładnie jej przejrzeć, ale zapowiada się bardzo interesująco

zestaw kolorowych papierów - w większości dość grubych, więc pewnie przynajmniej część wykorzystam do zrobienia pudełeczek do opakowywania mojej biżuterii

    zestaw 12 folii piankowych -  zazwyczaj używam takich do wyścielania pudełeczek na biżuterię, ale może uda mi się wymyślić też coś innego? Kto wie...

    kilka kuponów kolorowych bawełnianych tkanin - teraz już nie ma zmiłuj, trzeba będzie wyciągnąć maszynę i znów uszyć jakiś patchwork, oj dawno nie było ;)

    spora garść kolorowych filcowych pasków - można je wykorzystać na tyle sposobów, że pewnie nie będę miała problemów z ich zużytkowaniem ;)

    i wreszcie zestaw do zrobienia zakładki - zakładek nigdy za dużo, więc jak tylko czas pozwoli na pewno pokuszę się o jej wykonanie 

    Jak widzicie prezent naprawdę "na bogato". W dodatku wszystkie jego elementy "trafione", na pewno się przydadzą. Jeszcze do kompletu przydałby się jakiś czasowstrzymywacz 😉

    poniedziałek, 10 lipca 2017

    Pentagram

    ... to symbol narodowy Maroka. Znajduje się na marokańskiej fladze i w godle. Poza tym można go spotkać w Maroku dosłownie na każdym kroku. Symbol ten ma wydźwięk magiczny i mistyczny. Pięć ramion gwiazdy ma symbolizować pięć podstawowych zasad Islamu, natomiast sama gwiazda - życie, mądrość i zdrowie.
    No to już wiadomo o czym będzie dzisiaj. Oto moja praca na "Maroko":

    Kliknięcie z powyższe zdjęcie przeniesie Was do albumu konkursowego, a konkretnie do mojej w nim kartki, gdzie możecie wesprzeć ją polubieniem. Dziękuję.

    Tym razem obyło się bez zaskoczeń. Zdecydowałam się po raz pierwszy w tegorocznej edycji powtórzyć technikę i uplotłam chainmaille.


    Jak widzicie to praca mocno symboliczna. Przyznam się, że miałam nie lada zagwozdkę z tą inspiracją. Chodziło mi po głowie dużo różnych pomysłów. Kiedy wklepywałam Maroko w wyszukiwarkę, to wyświetlała mi się przede wszystkim hamsa, czyli ręka Fatimy. Symbol ten owszem kojarzy mi się z islamem, ale żeby konkretnie z Marokiem, to już niekoniecznie. Próbowałam więc szukać głębiej. Najbardziej kuszące były tuareskie talizmany, ale trzeba by je było zrobić tradycyjnymi technikami ze srebra, a ja ostatnio prawie nie pracuję w tym metalu i po prostu nie miałabym z czego. W ogóle ostatnio robię głównie w brązie, ale tu jednak musiało być srebro. W moim przypadku "srebro zastępcze", czyli bright aluminium.


    Kolorystykę srebrno - zieloną wybrałam nie przypadkowo. Kolor zielony ma gwiazda na fladze i w godle Maroka, gdyż kolor ten jest symbolem Islamu, natomiast srebro było szczególnie cenionym surowcem przez pierwotnych mieszkańców tego kraju (głównie Tuaregów). Właśnie srebro, wierzono bowiem, że złoto przynosi nieszczęście. Dlatego wszystkie tradycyjne talizmany wykonywane były ze srebra.


    Pentagram, czyli gwiazda pitagorejska to (według Wikipedii) figura geometryczna – wielokąt gwiaździsty foremny. Jest kilka metod konstruowania tej figury, jedną z nich jest wydłużanie boków pięciokąta foremnego do momentu spotkania się linii i właśnie ten wariant wybrałam dla mojej pracy.

    Grafika pochodzi z Wikipedii.
    Wymyśliłam sobie, że zrobię naszyjnik z taką figurą w technice chainmaille, co okazało się znacznie trudniejsze, niż mi się pierwotnie wydawało. Dobrze ponad dwadzieścia godzin zajęło mi opracowanie formy, która choć trochę przypominałaby klasyczny pentagram. Powstało sporo różnych pięcioramiennych gwiazdek (kilka z nich pokażę na końcu posta), ale moje krytyczki nie chciały zobaczyć w nich pentagramu. Na wersję ostateczną też trochę kręciły nosem, ale mnie brakło już czasu i pomysłów. A Wy widzicie w mojej gwieździe pentagram?


    Dużym zaskoczeniem było dla mnie, że mój naszyjnik jest jedynym pentagramem w albumie konkursowym.

    Największą trudnością okazała się pięciokrotność. Plecionki chainmaillowe najchętniej układają się w formy sześciokątne (plaster miodu), to jest jakby naturalny układ do zbudowania z kółeczek. W miarę łatwo jest też osiągnąć siatkę kwadratową, ale pięciokątną? Druga sprawa to kwestia sztywności konstrukcji. Chainmaille jest z założenia dość wiotkie i "lejące", a gwiazda powinna być sztywna. Przynajmniej w jednej płaszczyźnie. W "swobodnym zwisie" widać, że w miarę mi się to udało:


    Cel próbowałam osiągnąć przy pomocy różnych splotów, jednak najbardziej przydatny okazał się bizantyjski. Ostatecznie to też ma swego rodzaju symboliczny wymiar, bo wpływy Bizancjum w kulturze Maroka są aż nadto widoczne.


    Ogniwka tworzące główną konstrukcję to Bright aluminium i anodized aluminium o WD = 0,8 mm; ID = 2,8 mm, czyli resztki z moich "amerykańskich zapasów.


    Aby utrzymać zadowalającą sztywność musiałam zastosować kilka pierścieni łączących, tworzących coś w rodzaju szkieletu. Znajdują się one w samym środku i wewnątrz ramion gwiazdy.


    Przy pomocy kolorowych (zielonych) ogniwek próbowałam podkreślić linie tworzące pentagram. Może nie jest to jakoś bardzo wyraźne, ale chyba jednak choć trochę widoczne.


    Miałam problem ze zdjęciami, ale to normalka przy chainmaille. Wydaje mi się, że czerwone tło najlepiej eksponuje wszystkie elementy tej plecionki.


    Aby pentagram miał pozytywne znaczenie powinien być skierowany jednym z ramion do góry. Do niego przymocowałam krótkie łańcuszki wyplecione splotem bizantyjskim. Przedłużeniem ich jest cienki łańcuszek ze stali chirurgicznej.


    Naszyjnik jest bardzo lekki, w końcu to głównie aluminium. Jego waga to 8,8 g. Średnica samej gwiazdy to 4,5 cm, a łączna długość łańcuszka to 50 cm.


    Jako zdeklarowana kompletomaniaczka musiałam jeszcze zrobić do niego kolczyki. Tym bardziej, że ten wzór mam opracowany już od dawna.


    Pewnie je poznajecie. To takie same mini gwiazdki, jak robiłam na choinkę. Ogniwka takie same jak w naszyjniku.


    Kolczyki są malutkie, żeby nie odciągały uwagi od naszyjnika. Powiesiłam je na sztyftach z kulką ze stali chirurgicznej.


    Średnica gwiazdek to niecałe 2 cm, a waga każdego kolczyka to tylko 1,1 g.


    Obiecałam jeszcze pokazać co powstało w trakcie poszukiwań formy idealnej. To pierwsza udana gwiazdka:


    Jest sztywna (we wszystkich płaszczyznach) i na bogato, ale komisyjnie zostało stwierdzone, że to owszem gwiazdka, ale w żadnym wypadku nie wygląda jak pentagram.

    A tak wygląda prototyp wersji ostatecznej.


    Forma już taka jak trzeba, poprawka dotyczyła jedynie kolorystyki - odwróciłam kolory.
    Właściwie to tych gwiazdek było więcej, ale resztę rozebrałam zanim zdążyłam zrobić im zdjęcie.

    poniedziałek, 3 lipca 2017

    Матрёшка (matrioszka)

    Mam dziś dla Was kolejną porcję ceramicznej biżuterii.
    Rosja to już szósta inspiracja konkursowa do kalendarza Royal-Stone. Jak na razie udaje mi się realizować założony cel i nie opuścić żadnej z nich. Co więcej, tak się jakoś złożyło, że na sześć inspiracji wykonałam prace w sześciu różnych technikach. I tak po kolei było: chainmaille (Japonia), metaloplastyka (Holandia), haft koralikowy (Polska), wire-wrapping (Indie), makrama (USA) i wreszcie ceramika (Rosja). Jednak nie jest moim celem wykonanie prac w 12 technikach, jak 12 prac Herkulesa, nawet chyba nie znam tylu technik, to wyszło jakoś tak przypadkiem.
    Ale wracając do tematu. Na "Rosję" przygotowałam komplet ceramicznych matrioszek. Komplet jest trójelementowy: bransoletka, naszyjnik i kolczyki. 


    Jednak regulamin konkursu dopuszcza komplety co najwyżej dwuelementowe, dlatego musiałam rozbić go na dwa zgłoszenia. Kliknięcie w poniższe zdjęcia przekieruje Was do odpowiednich "kartek" w albumie konkursowym, gdzie jeśli tylko macie ochotę, możecie wspomóc je swoim lajkiem. Z góry dziękuję.

       


    Dziś nie mam żadnych zdjęć z procesu twórczego, bo po pierwsze trudno robić zdjęcia rękami ubabranymi w glinie, a po drugie byłam mocno ograniczona czasem trwania warsztatów, a i tak mocno przeciągnęłam czas na nie przeznaczony.
    Pierwsza moja zgłoszona praca to komplet naszyjnik i kolczyki:


    Wszystkie matrioszki wycinałam i formowałam ręcznie, nie miałam żadnych szablonów, ani foremek, dlatego tak długo to trwało. Najpierw przygotowałam kilka dużych z przeznaczeniem na wisior (to tak jakby któraś się nie udała), ale moje towarzyszki z warsztatów namówiły mnie, żeby jedną z nich przeznaczyć na bransoletkę. Ostatecznie naszyjnikiem została ta:


    Wszystkie istotne kontury wyżłobiłam za pomocą wykałaczki, a włosy i kokardę przy chustce dokleiłam. Na fartuszku odcisnęłam wzór strukturalny, który powinien być dwukolorowy, ale żółte szkliwo okazało się bardzo ekspansywne i prawie całkiem zakryło to jasnobrązowe. Tu jeszcze coś widać, ale na przykład na bransoletce drugi kolor zniknął całkowicie. Wyżłobione kontury wypełniłam ciemnobrązowym szkliwem i modliłam się, żeby wypukłe powierzchnie pozostały na swoim miejscu. Na szczęście nic się nie rozlało, wszystkie kolory pozostały na swoich miejscach, co nie zdarza się często. Tu można zobaczyć trójwymiarowość matrioszki:


    Stwierdziłam, że nośnik musi być jak najprostszy, więc powiesiłam ją po prostu na czarnym woskowanym sznurku. Zamiast zapięcia zawiązałam mój ulubiony węzeł zderzakowy, który daje prawie nieograniczone możliwości regulacji długości naszyjnika.


    Kolczyki to już malutkie kobitki. Ze zrozumiałych względów jest tu mniej szczegółów, ale kształt i kolorystyka jest taka sama jak w tych dużych. U góry zrobiłam dziurki, w które wkleiłam krótkie szpileczki z oczkiem i zawiesiłam je na angielskich biglach ze stali chirurgicznej,


    Skoro już mowa o wielkości to większa matrioszka ma 9 x 5,5 cm, a te w kolczykach 3,5 x 2 cm. Ich grubość to średnio 5 mm. Waga naszyjnika to 35 g, a każdy kolczyk to ok 5,4 g.


    Różnica w wielkości jest spora. To tak jakby najbardziej zewnętrzna matrioszka i ta w samym środeczku.


    No i bransoletka. Tu matrioszka jest podobnej wielkości jak w naszyjniku.


    Po uformowaniu kształtu z gliny, jeszcze zanim wyschła nadałam jej lekko zaokrąglony kształt, coby się lepiej na ręce układała. O, tu to dobrze widać:


    Tu też szkliwo nie pospływało. Chyba opatrzność nade mną czuwała, bo czasu na żadne poprawki już bym nie miała. Elementy wyszły z pieca dopiero wczesnym popołudniem w niedzielę, a jeszcze trzeba było je jakoś wykończyć.


    Po konsultacji zdecydowałam się jako podstawy bransoletki użyć tego samego aksamitu, co do krakowskiej bransoletki. Uszyłam więc trójwarstwową bazę: na wierzchu aksamit, w środku gruba flizelina, a od wewnątrz nubuk. Wszystko czarne:


    Na końcach zrobiłam "mankieciki" z ekologicznej skórki i nabiłam w nich po trzy oczka. A zapięcie?... Cóż, to też już było. Sznurowanie z czerwonego satynowego sznurka. Nic na to nie poradzę, że podoba mi się to rozwiązanie.


    Żeby obraz był pełny to jeszcze musi być zdjęcie na ludziu, a przynajmniej na jego (a właściwie jej) ręce:


    Bransoletka jest dość ciężka (ok. 40 g) i szeroka (w najszerszym miejscu to 8,5 cm). Obwód jej więc jest na tyle duży, żeby można było ją dość wysoko podciągnąć nad nadgarstek, inaczej mogłaby przeszkadzać.
    Po skompletowaniu obu zgłoszeń został mi jeszcze jeden "odrzut". To mniej udana wersja "naszyjnikowa" matrioszki. Tu podobnie jak w kolczykach zrobiłam małą dziurkę na wklejenie szpileczki i  doczepiłam prostą krawatkę ze stali chirurgicznej. Na razie nie wymyśliłam jej jeszcze żadnego nośnika:


    Jeśli chodzi o Rosję to wszystko, a w kolejce czeka już Maroko, właśnie wysłałam zgłoszenie 😉