Moi obserwatorzy

poniedziałek, 3 lipca 2017

Матрёшка (matrioszka)

Mam dziś dla Was kolejną porcję ceramicznej biżuterii.
Rosja to już szósta inspiracja konkursowa do kalendarza Royal-Stone. Jak na razie udaje mi się realizować założony cel i nie opuścić żadnej z nich. Co więcej, tak się jakoś złożyło, że na sześć inspiracji wykonałam prace w sześciu różnych technikach. I tak po kolei było: chainmaille (Japonia), metaloplastyka (Holandia), haft koralikowy (Polska), wire-wrapping (Indie), makrama (USA) i wreszcie ceramika (Rosja). Jednak nie jest moim celem wykonanie prac w 12 technikach, jak 12 prac Herkulesa, nawet chyba nie znam tylu technik, to wyszło jakoś tak przypadkiem.
Ale wracając do tematu. Na "Rosję" przygotowałam komplet ceramicznych matrioszek. Komplet jest trójelementowy: bransoletka, naszyjnik i kolczyki. 


Jednak regulamin konkursu dopuszcza komplety co najwyżej dwuelementowe, dlatego musiałam rozbić go na dwa zgłoszenia. Kliknięcie w poniższe zdjęcia przekieruje Was do odpowiednich "kartek" w albumie konkursowym, gdzie jeśli tylko macie ochotę, możecie wspomóc je swoim lajkiem. Z góry dziękuję.

   


Dziś nie mam żadnych zdjęć z procesu twórczego, bo po pierwsze trudno robić zdjęcia rękami ubabranymi w glinie, a po drugie byłam mocno ograniczona czasem trwania warsztatów, a i tak mocno przeciągnęłam czas na nie przeznaczony.
Pierwsza moja zgłoszona praca to komplet naszyjnik i kolczyki:


Wszystkie matrioszki wycinałam i formowałam ręcznie, nie miałam żadnych szablonów, ani foremek, dlatego tak długo to trwało. Najpierw przygotowałam kilka dużych z przeznaczeniem na wisior (to tak jakby któraś się nie udała), ale moje towarzyszki z warsztatów namówiły mnie, żeby jedną z nich przeznaczyć na bransoletkę. Ostatecznie naszyjnikiem została ta:


Wszystkie istotne kontury wyżłobiłam za pomocą wykałaczki, a włosy i kokardę przy chustce dokleiłam. Na fartuszku odcisnęłam wzór strukturalny, który powinien być dwukolorowy, ale żółte szkliwo okazało się bardzo ekspansywne i prawie całkiem zakryło to jasnobrązowe. Tu jeszcze coś widać, ale na przykład na bransoletce drugi kolor zniknął całkowicie. Wyżłobione kontury wypełniłam ciemnobrązowym szkliwem i modliłam się, żeby wypukłe powierzchnie pozostały na swoim miejscu. Na szczęście nic się nie rozlało, wszystkie kolory pozostały na swoich miejscach, co nie zdarza się często. Tu można zobaczyć trójwymiarowość matrioszki:


Stwierdziłam, że nośnik musi być jak najprostszy, więc powiesiłam ją po prostu na czarnym woskowanym sznurku. Zamiast zapięcia zawiązałam mój ulubiony węzeł zderzakowy, który daje prawie nieograniczone możliwości regulacji długości naszyjnika.


Kolczyki to już malutkie kobitki. Ze zrozumiałych względów jest tu mniej szczegółów, ale kształt i kolorystyka jest taka sama jak w tych dużych. U góry zrobiłam dziurki, w które wkleiłam krótkie szpileczki z oczkiem i zawiesiłam je na angielskich biglach ze stali chirurgicznej,


Skoro już mowa o wielkości to większa matrioszka ma 9 x 5,5 cm, a te w kolczykach 3,5 x 2 cm. Ich grubość to średnio 5 mm. Waga naszyjnika to 35 g, a każdy kolczyk to ok 5,4 g.


Różnica w wielkości jest spora. To tak jakby najbardziej zewnętrzna matrioszka i ta w samym środeczku.


No i bransoletka. Tu matrioszka jest podobnej wielkości jak w naszyjniku.


Po uformowaniu kształtu z gliny, jeszcze zanim wyschła nadałam jej lekko zaokrąglony kształt, coby się lepiej na ręce układała. O, tu to dobrze widać:


Tu też szkliwo nie pospływało. Chyba opatrzność nade mną czuwała, bo czasu na żadne poprawki już bym nie miała. Elementy wyszły z pieca dopiero wczesnym popołudniem w niedzielę, a jeszcze trzeba było je jakoś wykończyć.


Po konsultacji zdecydowałam się jako podstawy bransoletki użyć tego samego aksamitu, co do krakowskiej bransoletki. Uszyłam więc trójwarstwową bazę: na wierzchu aksamit, w środku gruba flizelina, a od wewnątrz nubuk. Wszystko czarne:


Na końcach zrobiłam "mankieciki" z ekologicznej skórki i nabiłam w nich po trzy oczka. A zapięcie?... Cóż, to też już było. Sznurowanie z czerwonego satynowego sznurka. Nic na to nie poradzę, że podoba mi się to rozwiązanie.


Żeby obraz był pełny to jeszcze musi być zdjęcie na ludziu, a przynajmniej na jego (a właściwie jej) ręce:


Bransoletka jest dość ciężka (ok. 40 g) i szeroka (w najszerszym miejscu to 8,5 cm). Obwód jej więc jest na tyle duży, żeby można było ją dość wysoko podciągnąć nad nadgarstek, inaczej mogłaby przeszkadzać.
Po skompletowaniu obu zgłoszeń został mi jeszcze jeden "odrzut". To mniej udana wersja "naszyjnikowa" matrioszki. Tu podobnie jak w kolczykach zrobiłam małą dziurkę na wklejenie szpileczki i  doczepiłam prostą krawatkę ze stali chirurgicznej. Na razie nie wymyśliłam jej jeszcze żadnego nośnika:


Jeśli chodzi o Rosję to wszystko, a w kolejce czeka już Maroko, właśnie wysłałam zgłoszenie 😉

4 komentarze:

  1. Świetny pomysł! Wykonanie super. Trzymam kciuki w konkursie. :-D I jasne, że oba polajkowane.
    P.S. Zawiesiłam się na chwilę przy węźle zderzakowym. Z zawiechy wytrąciło mnie zdjęcie, na którym widzę związ wantowy. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Wiesz, ten węzeł jest wykorzystywany w bardzo wielu dziedzinach i w każdej ma inną nazwę ;) "zderzakowy" spotkałam w kontekście robótkowym, dlatego tej nazwy użyłam :)

      Usuń
  2. No proszę, nie spodziewałam się :) nawet pomyślałam, że nie ma Twojej pracy :) ależ to musi być pracochłonna technika :) nie dla mnie zupełnie, ale podziwiam :) matrioszka - super pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Pracochłonna, jak każda inna, ale to czekanie na efekty jest dobijające ;)

      Usuń